Wyprawa Australia - Kimberley 4x4 - 19.05-03.06.2007

Nasza wyprawa rozpoczęła się w Warszawie na lotnisku Okęcie skąd samolotem BA dotarliśmy do Londynu. Następna przesiadka miała być w Singapurze, niestety z powodu awarii nasz samolot zawrócił do Londynu. Zaczęły się więc nasze pierwsze przygody. Podróż kontynuowaliśmy następnego dnia i do Singapuru dotarliśmy z 20-to godzinnym opóźnieniem. W oczekiwaniu na kolejną przesiadkę, przez kilka godzin zwiedzaliśmy piękne miasto, będące stolicę azjatyckiej finansjery. O 5 nad ranem kolejnego dnia czyli dzień później niż zakładał plan, wylądowaliśmy w Darwin. Po pobraniu samochodów, zrobieniu zakupów, obejrzeniu miasta oraz portu pojechaliśmy w stronę Parku Narodowego Kakadu mijając po drodze WetLand czyli wiecznie mokry obszar Ziemi Arnhema gdzie żyją w dużych ilościach krokodyle różańcowe. Wieczorem, po rozbiciu się na campingu, pojechaliśmy szukać tych krokodyli nad Crocodile River - niestety wszystkie się pochowały... Następny dzień to Ubirr czyli święte miejsce Aborygenów z malowidłami naskalnymi, Jabiru oraz Yellow Water czyli przepiękny habitat krokodyli, ptaków i dzikich bawołów który obserwowaliśmy z aluminiowej łodzi. Krokodyle słonowodne i słodkowodne wreszcie pozwoliły się sfotografować więc pierwszy cel wyprawy został osiągnięty. Nocowaliśmy pod wodospadem w Gunlom. Kolejny dzień to niestety szybkie przemieszczanie się w kierunku Kimberley najkrótszymi możliwymi drogami czyli Kakadu Hwy, Stuart Hwy, Victoria i Buntine Hwy zwiedzając po drodze Pine Creek i Katherine. Nocowaliśmy na klimatycznym aborygeńskim campingu w Kalkarindji. Cały następny dzień to już szutrowe Buntine Hwy i Duncan Rd. Jechaliśmy północnym skrajem pustyni Tanami, widzieliśmy morza traw i piękne góry w okolicach Halls Creek. Nocowaliśmy na campingu w Halls Creek i jako, że była to sobota, złożyliśmy wizytę na prawdziwej aborygeńskiej dyskotece. Wrażenia przednie -:). Kolejny dzień to droga do Kununurry i cięzki off-roadowy odcinek w kierunku Parku Narodowego Bungle-Bungle. Kolorowe skały w paski warte są zobaczenia a zwłaszcza gdy ogląda się je z pokładu śmigłowca bowiem do niektórych rozpadlin i jeziorek po prostu nie można dojść a co dopiero dojechać. Zwiedzanie Purnululu zakończyliśmy w Catedhral Gorge, wielkiej, półotwartej kamiennej sali z przepięknym wodospadem w środku. Z Kununurry, próbując przeprawić się przez Ord River (było niestety trochę głęboko na bezproblemowy przejazd a w dodatku w pobliżu kręciło się sporo australijskiej gawiedzi – nie chcieliśmy zostać w lokalnych mediach bohaterami dnia) dojechaliśmy do Wyndham. Obejrzeliśmy zlewisko pięciu rzek - Ord River, Durack River, Pentcost River, King River i Forrest River, zjedliśmy przepyszną smażoną Barramundi i... załączyliśmy reduktory. Wreszcie zaczął się normalny off-road na Kimberley. Drogą Cunner Rd obok Boab Prison Tree, przejeżdżając w czasie odpływu tereny zalewowe dotarliśmy już po zmroku do Bluey O'Malley Crossing na Pentcost River. Nocowaliśmy nad brzegiem rzeki strzegąc się nocnych wizyt krokodyli. Kolejny dzień to sławna Gibb River Road. Przejeżdżamy kilka rzek w bród i po 350 km lądujemy w Port Warrender nad Zatoką Admiralicji, na samym końcu Kimberley. Ostatni, 15 km kawałek jechaliśmy grubo ponad 3 godziny, prawie cały czas na reduktorze. Kolejny dzień to powrót do campingu przy Drysdale River Roadhouse i zwiedzanie po drodze wodospadów Mitchell Falls oraz pełnego krokodyli, przepięknego jeziorka Surveyors Pool. Z Drysdale, przez Kalumburu Rd i znów Gibb River Rd dojeżdżamy do rezerwatu Windjana Gorge gdzie oprócz przepięknych pionowych skał obserwujemy krokodyle słodkowodne oraz pięknego i jadowitego taipana. Drogą Leopold Downs Rd docieramy do Tunnel Creek czyli jaskini przechodzącej przez rafę koralową z okresu Devonu a następnie docieramy na dziki nocleg w okolicy kopalni Oskar Range. Ostatni dzień naszej podróży to Derby i molo na którym obserwujemy 10-cio metrowe pływy oceanu zajadając się znów smażoną Barramundi. No i na zakończenie podziwiamy wieczorne Broome z przepięknym zachodem słońca na Cable Beach.
Galerie zdjęć Krzysztofa Grabowskiego oraz Daniela Kopacza z naszego wyjazdu
